Na co się przygotowuję
Nie umiem przewidzieć, jak to wszystko się potoczy. Mogę za to zdecydować, czego żałowałbym, gdybym tego nie zrobił.
Wszystko, co piszę dalej, trzeba czytać w świetle dwóch oficjalnych komunikatów. Komisja Europejska zapewnia, że nie ma bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw na zimę 2026/27. Polski rząd podkreśla z kolei, że jego Poradnik bezpieczeństwa dla gospodarstw domowych to materiał dobrowolny i nie oznacza, że zagrożenie rośnie. Wierzę w jedno i drugie. Zauważam jednak, że poradnik powstał i że zaleca, by każde gospodarstwo domowe umiało samodzielnie przetrwać 72 godziny.
Przygotowuję się więc na nudną wersję każdego kryzysu, bo ta jest najbardziej prawdopodobna: godziny bez prądu, a nie miesiące, kolejki i drożyzna, a nie zapaść. Przygotowuję się też na wersję, w której cieśnina zostaje otwarta i wszystko wygląda w porządku, bo w tym roku już raz tak było. Zawieszenie broni z początku lata w kilka tygodni sprowadziło ropę do cen sprzed wojny, zanim się rozpadło. Katarskiej instalacji, której naprawa potrwa od trzech do pięciu lat, nie obchodzi kolejne zawieszenie broni, a nawozu, którego nie rozsiano w tym sezonie, nie da się rozsiać po fakcie. Ulga to jeszcze nie naprawa. Zapasy byłyby tak samo skromne jak przedtem.
Najpierw paliwo, bo to przez nie ten rok już uderzył mnie po kieszeni. Zanim zacznę oszczędzać na czymkolwiek innym, ograniczam liczbę kilometrów, które muszę przejechać, i ilość energii, której potrzebuje mój dom. Przy kredytach wybieram stałe oprocentowanie na tak długo, jak pozwala bank, czyli u nas na pięć lat, i trzymam więcej gotówki, niż podpowiadałby rozsądek. Spodziewam się limitów cen i reglamentacji, a co za tym idzie kolejek, bo tak właśnie skończył się limit ceny we Francji.
Potem ogrzewanie i prąd. Przed zimą chcę wiedzieć, co stanie się z moim ogrzewaniem, gdy zabraknie prądu, bo i kocioł gazowy, i piec na pelet, i węzeł ciepłowniczy bez prądu nie działają. Ukraińcy żyli według harmonogramu: dwie godziny z prądem, osiem bez. W blokach oznaczało to brak ogrzewania, za niskie ciśnienie wody i stojące windy, a domy z gazem radziły sobie znacznie lepiej. W Ekwadorze w 2024 roku wyłączenia sięgały 14 godzin na dobę, i to bez żadnej wojny, tylko przez suszę. Trzymam więc w domu wodę, jedzenie, którego nie trzeba gotować, radio, latarki i akumulator, który naładuję, kiedy prąd będzie. Sprawdziłem też, gdzie gmina otworzyłaby ogrzewane pomieszczenie z zasilaniem. Pamiętam, że ludzie zatruwają się też czadem z agregatów uruchamianych w domu.
Ku mojemu zaskoczeniu także woda. Nasze duże elektrownie węglowe chłodzi się wodą z rzek, a w 2015 roku fala upałów skończyła się ograniczeniem dostaw prądu dla 1600 największych firm w kraju. Traktuję więc wodę jak coś, czego może zabraknąć: beczka na deszczówkę, ogród, który potrzebuje mniej podlewania, i wiedza o tym, skąd moje miasto bierze wodę. Od 2027 roku nasze elektrownie będą mogły używać do chłodzenia oczyszczonych ścieków. Tak wygląda przystosowanie się do nowych warunków: bez fajerwerków, późno, ale lepiej niż nic.
Na koniec próba, przed którą ostrzegał premier. Nie chodzi o czołgi, bo sam powiedział wprost, że nic nie wskazuje na inwazję. Chodzi raczej o powtórkę z września 2025 roku, kiedy rosyjskie drony wleciały nad Polskę, lotniska zamknięto na kilka godzin, a państwo NATO po raz pierwszy w tej wojnie otworzyło ogień. Wiem więc, gdzie jest najbliższe schronienie, a niedługo będzie to łatwiejsze, bo miejsca schronienia zostaną oznakowane. Trzymam pod ręką dokumenty i trochę gotówki, a z rodziną ustaliłem miejsce spotkania, tak jak zaleca Poradnik bezpieczeństwa. Poza tym staram się przede wszystkim nie panikować, bo to właśnie panikę próbuje się nam tu sprzedać.
Przeczytajcie tę listę jeszcze raz, a zobaczycie, że każdy punkt jest o tym samym: woda, gotówka, stała stopa, mniej kilometrów, sposób na ogrzanie się bez sieci. To wszystko zapasy, te małe, domowe. Tych narodowych sam nie odbuduję. Swoje mogę i wolę to zrobić, póki rok jest jeszcze nudny.